III Pielgrzymka Rowerowa Energetyków, Szczecin-Jasna Góra

Wzorem lat ubiegłych, również i w tym roku zorganizowana została przez pracowników ENEA Operator, pielgrzymka rowerowa do Częstochowy. Pielgrzymka nie byłaby jednak możliwa bez wydatnej pomocy Dyrekcji ENEA Operator Sp. z o.o., oraz Urzędu Miejskiego w Szczecinie, z którym współpracujemy zakresie promocji miasta podczas trwania pielgrzymki od dwóch lat. Żałować jedyne należy, że ilość pielgrzymów z roku na rok maleje.

Tegoroczna pielgrzymka była jedną z ciekawszych, ponieważ obfitowała w poznaniu ciekawych ludzi jak również odwiedzaniu interesujących miejsc.

Takim bez wątpienia „ciekawym człowiekiem”, był Pan Bolesław Zajiczek, którego spotkaliśmy przejeżdżając przez Milicz. Ten osiemdziesięciolatek, który w wieku 20 lat w wyniku wypadku utracił obie dłonie i jedno oko, nie poddał się losowi, lecz postanowił stawić mu czoło. Został działaczem, a potem szefem Powiatowego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki. W 1957 roku weszła ustawa zakazująca pracy rencistom z pierwszą grupą inwalidzką. Bezczynność u Bolesława Zajiczka nie wchodziła w grę. Rok później przy miejscowej podstawówce założył 6. Drużynę Harcerską "Baryczanie". Trwa przy niej blisko 50 lat. To pół wieku zabaw, biwaków, obozów, zbiórek całych pokoleń miliczan. Niektórzy z nich zapisują do jego drużyny wnuki, a nawet prawnuki.


dscn2392r.jpg

 

W PTTK, gdzie aktywnie działał, dowiedział się, że Światowa Federacja Sportu Niepełnosprawnych organizuje rowerowy rajd dookoła świata. Zgłoszono go, ale potrzebował 2 tys. dolarów. - Wtedy jedyny raz w życiu szukałem dla siebie sponsorów - opowiada Bolesław. - Uważam, że ludzie niepełnosprawni, chociaż powinni mieć zapewnioną pomoc, niekoniecznie muszą być traktowani w sposób uprzywilejowany, ale suma potrzebna na ten wyjazd stanowiła dla mnie abstrakcję. Udało się. Rajd odbywał się etapami, jego uczestnicy pokonywali pojedyncze trasy. Bolesława skierowano do Irlandii, a stamtąd przejechał rowerem do Paryża. - Tam organizatorzy uznali, że spisałem się znakomicie i w nagrodę zostałem zakwalifikowany do drugiego etapu. Tym razem za wszystko płaciła Federacja. Drugi etap wyścigu prowadził z Wiednia do Moskwy. W rosyjskiej stolicy doszło do kolejnej rozmowy z organizatorami rajdu i największej niespodzianki. Na ich koszt pojechał do Stanów Zjednoczonych. Przejechał je całe - od Los Angeles do Waszyngtonu. Co więcej, trafił tam także w 2002 i 2003 roku - na rajdy z Nowego Jorku do Waszyngtonu, zorganizowane dla uczczenia rocznicy ataków na wieże World Trade Center.


dscn2394g.jpg

 

Na tym nie koniec rowerowej przygody Bolesława Zajiczka. Jadąc z Wiednia do Moskwy, poznał niepełnosprawnych Białorusinów. W 1996 roku zaprosili go na rajd rowerowy dookoła Białorusi, dla uczczenia 10 rocznicy wybuchu reaktora atomowego w Czarnobylu. Na rowerze Bolesław Zajiczek spędza mnóstwo czasu. To jego środek transportu i pasja. Od lat startuje, towarzysząc uczestnikom najrozmaitszych biegów. Przejechał m.in. maratony 100-kilometrowe i aż 37 maratonów klasycznych. Krótszych biegów nawet nie liczy. W jego domu jest mnóstwo pamiątkowych medali, pucharów, dyplomów z wielu imprez. Zajmują jeden pokój. Czesław Lang pozwolił Bolesławowi Zajiczkowi przejechać przed kolarzami całą trasę Tour de Pologne, i on pokonał ją dwukrotnie.

Na jednym z etapów pielgrzymki nocowaliśmy w niezwykłym miejscu. Była to „Zagroda u Rzeźbiarza” w miejscowości Górsko. Dom wypełniają rzeźby postaci naturalnej wielkości, oraz obrazy, malowane przez właścicieli zajazdu, jak i uczestników plenerów malarsko-rzeźbiarskich, organizowanych dla młodych, przeszłych artystów. Ponadto na terenie zagrody, znajduje się woliera, w której znajdujące się ptaki, zostały wykonane-wyrzeźbione z drewna.



Na dwóch poziomach eksponowanych jest 300 ptaków wykonanych w naturalnej wielkości i ubarwieniu, występujących w Przemęckim Parku Krajobrazowym. Całość tworzy bardzo ciekawe miejsce pod kątem edukacyjnym, ponieważ zgromadzone tam ptaki stanowią jakby atlas ornitologiczny. Od trzech lat Marian Murek rzeźbi sceny z "Pana Tadeusza" wg Andriollego. Są to płaskorzeźby o wymiarach 200 x 200m. Na jedną księgę składają się trzy obrazy. Dotychczas zostało wykonanych 5 ksiąg (15 płaskorzeźb). Według planów Mariana Murka mają być eksponowane w specjalnie do tego celu wybudowanej rotundzie. Uzupełnieniem „Pana Tadeusza'' będą rzeźby figuralne wykonane w trakcie ogólnopolskiego pleneru rzeźbiarskiego, jaki co roku odbywa się w galerii w ostatnim tygodniu czerwca.

Kolejnym miejscem, gdzie spędziliśmy noc, był „Stary Zamek” w Ligocie, pod Kobyla Górą. To było magiczne miejsce. Zamek położony w parku, nad małym jeziorkiem, otoczony drzewami.


dscn2422z.jpg


Wieczorem udało się namówić właściciela na opowieść o tym miejscu. Otóż, zamek zbudowany został przez Niemca, który był masonem. Zamek posiadał nawet tzw. „czarny pokój”, w którym odbywały się spotkanie masonerii. Jednakże pieniądze na budowę obiektu zostały pozyskane z banku i w trakcie budowy, szybko się kończyły. Z tego powodu, zamek nie wygląda jak w założeniach i pierwotnych projektach. Fronton jest niesymetryczny. Posiada jedna wierzę, łuk nad wejściem jest przesunięty. Poszycie dachowe również nie stanowi jakby całości i wygląda jakby kończony był na „chybcika”. W rezultacie, ok. roku 1925, zamek został ukończony. Właściciel niestety nie cieszył się długo posiadaniem zamku, ponieważ już po kilku latach bank przejął nieruchomość z powody niespłacania rat kredytu. Zamek niemający konkretnego właściciela, powoli popadał w ruinę. Aktualnie znajduje się w remoncie. W 1939 roku odkupił go od banku dziadek obecnego właściciela i od tego czasu jedynymi właścicielami zamku jest rodzina Krzweskich. Podobno nocami po korytarzach i pokojach zamku przechodzi się pierwszy właściciel zamku, przesiadując głownie w „czarnym pokoju”. Natomiast okoliczni mieszkańcy boją się odwiedzać zamek z uwagi na owego masona, który straszy nocami. Jeden ze starszych mieszkańców Ligoty zna tajemnice zamku, ale boi się o tym mówić.

Nam niestety w nocy niczego niezwykłego nie udało się doświadczyć, może dlatego, że po prostu przespaliśmy błądzącego zaułkami domu masona.

Do Częstochowy dojechaliśmy w sobotę 22. 08., w samo południe i zagościliśmy u Sióstr Samarytanek.


dscn2575s.jpg


Tak, więc po siedmiu dniach i przejechaniu ponad 600 km, osiągnęliśmy nasz cel, Jasna Górę. Tu uczestniczyliśmy w uroczystościach kościelnych,


dscn2645p.jpg 


związanych w rocznicą beatyfikacji patrona energetyków o. Maksymiliana Kolbe, oraz w procesji energetyków, która przebiegała od Katedry, na błonia pod Jasną Górą.


dscn2711e.jpg


Stamtąd, po uroczystej mszy ok. 15, już autokarami ruszyliśmy w kierunku Szczecina, do którego dotarliśmy po północy.

Do zobaczenia na IV PRE na Jasną Górę.

 

(relację opracował Mirek Wiślicki)

 


Subskrybuj

Subskrybuje zawartość